Czy na prawdę grozi nam "Bestia ze Wschodu"?

W ostatnich dniach media obiegła informacja, jakoby miała nam grozić „Bestia ze Wschodu” przynosząc nawet 40-stopniowy mróz i bardzo duże opady śniegu. Zmiana pogody miałaby nadejść po 17 stycznia, a chłód i śnieg sięgnąłby daleko w głąb Europy. Niektórzy mówią wręcz o “rekordowej zimie” i największych od 20 lat mrozach. Czy jest to możliwe?

Wiele czołowych portali informacyjnych i stacji telewizyjnych informowało o nagłym ataku mrozu, oraz dużych opadach śniegu, związanych z tzw. “Bestią ze Wschodu”. Jest to potoczna nazwa wyżu syberyjskiego, który przynosi znaczne spadki temperatury oraz poprzedzające go opady śniegu. Nawiązuje ona do słynnej Beast from the East, która w lutym i marcu 2018 roku przyniosła pierwszą od dawna, prawdziwą zimę w Polsce, oraz śnieżyce i mrozy na zachodzie kontynentu. Mimo chwytliwej nazwy, warto jednak zwrócić uwagę na kilka rzeczy, które powtarzają się niemal co roku przy okazji prognoz na zimę, a niemal notorycznie przy większości prognoz pogody w mediach mainstreamowych.

Niestabilność modeli numerycznych

Wielokrotnie poruszaliśmy kwestię modeli pogodowych i ich wyliczeń. W dużym skrócie, aby trafnie i z dużą rozdzielczością przewidzieć pogodę, lub jej trendy, zespoły matematyków, meteorologów i fizyków atmosfery stworzyły tzw. modele numeryczne. Za pomocą licznych algorytmów są one w stanie z dość dużą dokładnością przewidzieć pogodę, czy tendencje klimatyczne w najbliższym czasie. Niestety mają swoje ograniczenia, spowodowane limitami dostępnej technologii. Najczęstsze błędy to rozdzielczość danych, błąd pomiaru, losowe zjawiska w atmosferze, oraz nadal złożoność zjawisk zachodzących w mikroskali, takich jak konwekcja, wpływ zabudowy, czy nawet rodzaj roślinności. Wszystko to sprawia, że im więcej zmiennych, tym mniejsza pewność wyniku. Innymi słowy, im dalej w przyszłość, tym mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia danej pogody w danym dniu.
Najpopularniejszym z modeli numerycznych jest GFS (Global Forecast System). Kolejnym, chętnie wykorzystywanym jest europejski ECMWF (European Centre for Medium-Range Weather Forecasts). Z ogólnodostępnych narzędzi tylko te dwa pozwalają sprawdzić wstępnie szacowaną pogodę za 10 dni. Zerkając tylko na te dwa modele, trzeba wiedzieć, że im dalej zerkamy w prognozie, tym mniejsza szansa na jej spełnienie. “Bestia ze wschodu” miałaby nadejść po 17 stycznia, a więc za 2 tygodnie. Na ten okres mamy jedynie prognozę modelu GFS (+16 dni). Do tego czasu modele przeliczą się kilkadziesiąt razy (4 aktualizacje na dobę). Za kilka dni, sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej i po “Bestii” nie będzie już śladu.

Temperatury do – 40 stopni Celsjusza i 40 cm śniegu?

Na ten moment (4.01) w prognozach długoterminowych nie widać takiego mrozu. Jak trafnie zauważa Twitterowy profil meteoprognoza.pl, zdecydowanie bardziej prawdopodobny scenariusz dotyczy opadów śniegu, niż samego “ekstremalnego” mrozu. Owszem, może zrobić się dość chłodno, ale raczej nie będzie to ani -30, ani – 40 kresek poniżej zera. Faktycznie wcześniejsze szacunki wskazywały na silne ochłodzenie, jednak kolejne aktualizacje osłabiły napływ mrozu. Biorąc za pewnik mało wiarygodne wyliczenia na 12-14 dni do przodu, faktycznie można odnieść wrażenie, że Bestia ze Wschodu faktycznie nadejdzie. Niestety wiele portali “informacyjnych” ma właśnie takie podejście, często celowo. Większość z nas zdaje sobie sprawę z tego, że nasza aplikacja pogodowa raczej słabo się sprawdza na więcej niż 2-5 dni w przód. Mimo tego mając prognozę na tydzień czy dwa do przodu można zobaczyć ogólną tendencję – czy będzie raczej cieplej czy chłodniej. Nie można jednak wysnuć założenia, że za dwa tygodnie dokładnie w południe będzie burza. ŻADEN model pogodowy nie ma i prędko nie będzie miał takiej możliwości, aby z wystarczającym prawdopodobieństwem wskazać pogodę na ponad 5 dni do przodu.

Skąd sensacje o Bestii ze Wschodu?

Jako pierwszy, informację o bardzo dużych spadkach temperatury na terenie całej Europy kontynentalnej czy na Wyspach Brytyjskich podał serwis mkweather.com. Nazwa wygląda w miarę wiarygodnie. Krótka wizyta we wspomnianym serwisie powinna jednak zapalić lampkę ostrzegawczą każdemu, który go cytuje. Żaden z opublikowanych tam artykułów nie ma podanego autora. Niemal każdy opublikowany artykuł ma za zadanie wywołać sensację i przerażenie, będąc typowym “clickbaitem”. Podobnie wyglądała sytuacja w kwestii “zimy stulecia” w latach 2018/19, którą przewidywał jeden z brytyjskich tabloidów. Teraz atak rekordowej zimy wieści niemiecki portal nastawiony na ilość i klikalność, a nie jakość. Niestety wiele “opiniotwórczych” portali, w tym największe w Polsce pod względem zasięgów, powielają tą informację. Wiadomo, sensacja sprzedaje się najlepiej.

Na koniec słowem drobnego wyjaśnienia. Nie twierdzimy, że z całą pewnością mrozów po 17. stycznia nie będzie. Nasza filozofia opiera się o sprawdzone metody prognostyczne i nie bierzemy niczego za pewnik. Póki co trend pogodowy na połowę stycznia dąży ku wariantowi chłodnemu i według obecnych prognoz może się wówczas zacząć okres większego chłodu ze spływem powietrza kontynentalnego. Czy tak jednak faktycznie będzie, okaże się w okolicach 10-13 stycznia.

Treści zawarte na stronie podlegają prawu autorskiemu. Ponowne wykorzystanie tekstów, grafik, filmów, czy pozostałych komponentów strony w całości, bądź we fragmentach bez podania źródła, lub pisemnej zgody redakcji jest kradzieżą i będzie podstawą do wszczęcia postępowania karnego.

Piotr Karcz

Informatyk z pasji i powołania. Prognosta i synoptyk, miłośnik fotografii i historii.

Dodaj komentarz

© 2020 INCUS Group