Burza w Tatrach - 21.08.2019

Pozornie nic nie zapowiadało załamania pogody, choć burza była ponoć słyszalna na przynajmniej godzinę przed tragedią, jaka rozegrała się w Tatrach w czwartek, 22. sierpnia. W efekcie kilku uderzeń piorunów, w tym jednego w Giewont, zginęło pięć osób. Rannych zostało aż 157 turystów. Czy tragedii dało się zapobiec?

Dzień był umiarkowanie ciepły i z dość dużą ilością chmur. Podobnie jak przez większość wakacji, również 22. sierpnia 2019 roku tatrzańskie szlaki były oblegane. Prognozy pogody przewidywały przelotne opady, ale nie burze. Mimo chmur, turyści tłumnie ruszyli w góry. Jednocześnie nad Słowacją zaczęły rozwijać się burze. Mało kto spodziewał się jednak, że dotrą one do Polski.

Śmiertelna burza w Tatrach!

Tłumy nieświadomych zagrożenia turystów ruszyły rano na górskie szlaki. Od południa niebo pociemniało, ale nie padało, było też dość ciepło. Termometry w Zakopanem wskazywały maksymalnie koło 17 stopni. Z kolei na Kasprowym Wierchu stacja IMGW notowała maksymalnie 12 kresek. Była to więc dobra pogoda na piesze wędrówki, nawet w najwyższych partiach gór. Mimo chmur, nie padało aż do wczesnych godzin południowych. Pozornie dobra aura miała się jednak niebawem skończyć – znad Słowacji zmierzała burza. Nie była jednak silna. Generowała kilka bądź kilkanaście wyładowań w ciągu kwadransa. Nie posiadała również innych groźnych zjawisk, takich jak silny wiatr, czy duży grad. Była więc typową, wczesnojesienną burzą.

Tym razem było jednak inaczej. Ta słaba, niepozorna burza, miała tragiczny finał. Według naocznych świadków, jeszcze przed południem można było usłyszeć grzmoty po stronie Słowackiej. Ciemne chmury i smugi opadowe zbliżały się od południowego zachodu do pasma tatrzańskiego, jednak wiele osób zbagatelizowała zagrożenie. Przecież w prognozach burz miało nie być. Może tym razem pójdzie bokiem. Niestety, nie poszła bokiem. Koło godziny 12:00 zaczęło w rejonie Giewontu padać. Na szczycie znajdował się kilkuset osobowy tłum. Część turystów już schodziła ze szczytu, jednak sporo osób nadal stało w kolejce, trzymając się łańcuchów.

Dokładnie o godzinie 13:25 w szczyt Giewontu uderzył piorun. Uderzenie poszło po mokrych skałach i łańcuchach, rażąc liczną grupę osób. Część zebranych wpadła w panikę i wzajemnie się tratowała, bądź spadała ze śliskich skał. Cztery osoby zginęły, a około 150 odniosło rany, w tym poparzenia od pioruna, lub ładunku niesionego łańcuchami. Również odłupane siłą uderzenia pioruna skały raniły kolejnych kilkanaście osób. Nie były to jednak jedyne osoby poszkodowane tego dnia. Około 13:10 w rejonie Ciemniaka został rażony turysta z Portugalii. Z kolei po stronie słowackiej piorun poraził czeskiego turystę, który spadł w przepaść i zginął. Ostateczny bilans tego dnia to pięć ofiar śmiertelnych (z czego 4 po stronie polskiej) i 157 osób rannych. W akcję ratunkową zaangażowano śmigłowce LPR, GOPR i Policji. Łącznie w operacji brało udział 180 ratowników. Była to największa akcja ratunkowa w historii Tatr i jednocześnie największa liczba poszkodowanych przez burzę osób w najnowszej historii Polski.

Prognozy nie zawsze są trafne!

Sieć Obserwatorów Burz, z którą ściśle współpracujemy podkreśla, że każda, nawet najsłabsza burza jest zagrożeniem. Warto jednak pamiętać, że nie zawsze da się przewidzieć każdą burzę. Warunki tego dnia były znikome dla rozwoju burz i wiele organizacji pogodowych, o ile nie wszystkie, nie wydało prognoz burzowych na ten feralny dzień. Nie zmienia to jednak faktu, że słysząc grzmoty, nawet odległe, warto szykować się na nadejście burzy. Zwłaszcza jeżeli jesteśmy w górach, nad wodą, czy na polu. Ciemne chmury nie zawsze są zapowiedzą burz, co widać na przykładzie tragedii w Tatrach. Niebo było siwe, ale nie bardzo ciemne. Burza, która przeszła w Tatrach była wbudowana w większą strefę chmur i opadów, przez co trudno było wypatrzeć burzę, jeśli nie było się wprawionym obserwatorem.

Poza zdrowym rozsądkiem, czy słuchaniem znaków od natury, pomocna może być także nowoczesna technologia. W Tatrach zasięg sieci komórkowej jest na tyle dobry, że powiadomienia push o bliskości burzy działają. Dowodem na to jest lista powiadomień o wyładowaniach, wysłanych przez aplikację Monitor Burz, autorski produkt Sieci Obserwatorów Burz. Do godziny 13:25 Monitor rozesłał na Podhale około 1700 powiadomień o bliskości wyładowań. Wiele z nich odebranych zostało przez użytkowników na tatrzańskich szczytach, w tym na masywie Giewontu. Aplikacja pozwala na śledzenie wyładowań, opadów i raportów pogodowych na całym świecie. Dodatkowo wydawane są tam prognozy burzowe dla Polski. Aplikacja jest polskojęzyczna. Działa na urządzeniach z Androidem i Windowsem. Jej rozszerzeniem jest strona stowarzyszenia Sieć Obserwatorów Burz.

Zdjęcie ilustracyjne: Tomasz Skowroński
Treści zawarte na stronie podlegają prawu autorskiemu. Ponowne wykorzystanie tekstów, grafik, filmów, czy pozostałych komponentów strony w całości, bądź we fragmentach bez podania źródła, lub pisemnej zgody redakcji jest kradzieżą i będzie podstawą do wszczęcia postępowania karnego.

Robert Marcinowicz

Blogger lotniczy, koordynator operacji lotniczych w Porcie Lotniczym Gdańsk, meteorolog z zamiłowania. Autor tekstów o tematyce meteorologicznej, astronomicznej, transportu kosmicznego, klimatologicznej, geologicznej i lotniczej. Synoptyk i nowcaster Sieci Obserwatorów Burz

© 2021 INCUS Group