Wezuwiusz

Włoski Wezuwiusz góruje nad Zatoką Neapolitańską. Ten mierzący blisko 1300 metrów wysokości wulkan jest jedną z największych atrakcji regionu. Niestety jest także śmiertelnie niebezpieczny. Wulkan jest w dalszym ciągu aktywny i grozi erupcją. Jest on szczególnie groźny, nie tylko z powodu swojej gwałtownej historii, ale i z powodu… okolicznych mieszkańców!

A tych jest sporo. Neapol i powiązaną z nim metropolię zamieszkuje około 3 mln osób. Z czego aż 800 tys. jest w strefie bezpośredniego zagrożenia w wypadku erupcji Wezuwiusza. A ten dał o sobie znać wielokrotnie. To dzięki wulkanowi, jak i okolicznym formacjom – Polom Flegrejskim i wyspie Ischia, region jest żyzny i ciekawy topograficznie. Nosi jednak znamiona gwałtownych procesów geologicznych. Oraz ludzkiej tragedii.

Rocznica zagłady rzymskich miast

To właśnie tutaj, 24. i 25. sierpnia 79 roku naszej ery dziesiątki tysięcy mieszkańców bogatych i dobrze prosperujących, rzymskich miast Pompeje, Herkulanum, Stabie i Oplontis walczyły o życie, gdy górujący nad nimi Wezuwiusz nagle wybuchł. Ostrzeżeń było wiele – od potężnego trzęsienia ziemi, przez pękające rury z wodą, aż po pomruki dochodzące ze stożka i śmiercionośne opary w okolicach wulkanu. Nikt jednak nie potrafił odpowiednio odczytać tych znaków. Potężna erupcja, sklasyfikowana przez współczesnych wulkanologów na umiarkowaną, VEI 5, stworzyła wysoką na 16 kilometrów chmurę popiołów, które zaczęły spadać na Pompeje, Stabie i Oplontis. Herkulanum znalazło się z kolei w potrzasku. Jedyna bezpieczna droga wiodła wodą.

Potężna chmura popiołów wystrzeliła ze stożka wulkanu dokładnie w południe. Rzymski polityk i pisarz, Pliniusz Młodszy, który przebywał z wujem nieopodal Neapolu, szczegółowo erupcję Wezuwiusza. W listach do Tacyta zawarł ścisły opis zjawiska, dzięki czemu wiemy dokładnie co i kiedy się działo. W erupcji śmierć poniósł między innymi Pliniusz Starszy – rzymski pisarz i badacz, który udał się z flotą do miasta Stabie, aby z bliska przyjrzeć się erupcji.

Pompeje, Herkulanum, Stabie i Oplontis zostały zniszczone przez spływy piroklastyczne, oraz zasypane grubą na kilkanaście metrów warstwą popiołu wulkanicznego. Zginęło kilka tysięcy osób. Dziesiątki tysięcy musiały opuścić swoje domy na zawsze. Od tamtej pory Wezuwiusz wybuchał wielokrotnie, ostatni raz w 1944 roku. Erupcje po 79 roku naszej ery były jednak słabsze i mniej niszczycielskie.

Życie w cieniu wulkanu

W rejonie Wezuwiusza mieszka obecnie około 3 mln osób. To zdecydowanie więcej niż w czasach rzymskich. Choć nowoczesna technologia, lata badań wulkanu i sieć czujników stoją na straży mieszkańców, erupcji wulkanu nigdy nie da się w 100% przewidzieć. Choć są symptomy świadczące o zwiększonej aktywności, łatwo jest wydać fałszywy alarm. Bądź wydać go za późno. Wezuwiusz ma bowiem historię gwałtownych eksplozji, bez większych znaków ostrzegawczych. Przykładem jest silna erupcja z 1631 roku, która jest obecnie najbardziej prawdopodobnym wariantem jeśli chodzi o najbliższy wybuch wulkanu. Erupcje takie jak ta z 79 roku naszej ery mają miejsce na Wezuwiuszu co kilka tysięcy lat i są po okresie kilkuset lat braku aktywności. Ostatni wybuch nastąpił w 1944, więc nie tak dawno.

Gęsto zaludniony region Wezuwiusza (z prawej, zielono-brązowy obszar) i Campi Flegrei (kratery z lewej). Neapol po środku u góry. Źródło: Google Maps

W skali neapolitańskiego wulkanu to jednak dużo czasu. Słabe erupcje występowały w ostatnich 400 latach średnio co dwie dekady. Trwający niemal 80 lat spokój może oznaczać, że komin wulkanu jest zablokowany i stale rosnące ciśnienie kiedyś gwałtownie go rozsadzi. Zwiastuje to silną erupcję, ale w skali VEI najpewniej osiągnie kategorię 4. Będzie więc około 10 razy słabszy niż wybuch, który zniszczył Pompeje. Nadal będzie to jednak śmiertelne zagrożenie. W strefie czerwonej, w której wszyscy mogą zginąć w pierwszej godzinie erupcji mieszka nawet koło 800 tys osób. Wąskie ulice aglomeracji Neapolu i niewielka ilość dróg ucieczki sprawiają, że w razie erupcji, ogólnego chaosu i nawet kilku stłuczek na drogach, olbrzymi region będzie zablokowany.

Włosi zdają się jednak nie za bardzo przejmować zagrożeniem. Region jest bowiem żyzny, popularny wśród turystów, oraz dość bogaty. Większość atrakcji region zawdzięcza jednak niszczycielskiej historii Wezuwiusza, często także tragicznej. Nie tylko Pompeje, czy Herkulanum zostały zniszczone. Około 3800 roku p.n.e. wulkan zniszczył okoliczne osady. Ich pozostałości są odciśnięte w popiele – kości zwierząt, belki nośne hat, czy odciski stóp uciekających przed gorejącą chmurą ludzi. Mimo gwałtownej historii regionu, liczba mieszkańców okolic Neapolu stale rośnie. Podobnie jak wpływy z turystyki.

Nie tylko Wezuwiusz

Jeżeli spełni się katastroficzny scenariusz, może to być największa pod względem ofiar erupcja wulkaniczna w historii. Jej efekty odczujemy w większości Europy, głównie za sprawą wstrzymania lotów, gwałtownej pogody i klęski nieurodzaju. Skutki uboczne mogą się utrzymywać ponad rok i być dotkliwsze dla europejskiej gospodarki niż epidemia koronawirusa. Jednak Wezuwiusz nie jest jedynym zagrożeniem dla mieszkańców regionu. Tuż za zachodnią granicą Neapolu, pod miastem Pozzuoli, znajduje się pole wulkaniczne, zwane Polami Flegrejskimi (Campi Flegrei), co można tłumaczyć jako gorejące pola. Nazwa jest adekwatna, ponieważ jest to nadal aktywny, choć uśpiony, kompleks wulkaniczny. Co więcej, jest to superwulkan, prawdopodobnie powiązany z Wezuwiuszem wspólną kolumną magmową, być może nawet mają połączone komory lawowe. Kompleks ostatni raz wybuchł, na szczęście słabo, w 1538 roku. Wcześniej jednak gwałtowne erupcje wulkanu powodowały lokalne zmiany klimatu. Możliwe jest, że to właśnie Campi Flegrei pomogły w wyparciu z Europy neandertalczyków przez homo sapiens.

W pobliżu znajduje się także uznana za wygasłą wyspa Ischia, na której ostatnia aktywność wulkaniczna datowana jest na XIV wiek. Większym zagrożeniem jest jednak odległy o kilkaset kilometrów podwodny wulkan Marsili. To wysoka na niemal trzy kilometry góra o niestabilnych stokach. Nawet słaba erupcja może spowodować zawalenie się stożka, a w efekcie wysoką falę tsunami. Zagrożone jest nim praktycznie całe zachodnie Morze Śródziemne, zwłaszcza wybrzeża Morza Tyrreńskiego. Neapol to jedna z największych metropolii na trasie możliwej fali.

Zdjęcie ilustracyjne: Onet
Treści zawarte na stronie podlegają prawu autorskiemu. Ponowne wykorzystanie tekstów, grafik, filmów, czy pozostałych komponentów strony w całości, bądź we fragmentach bez podania źródła, lub pisemnej zgody redakcji jest kradzieżą i będzie podstawą do wszczęcia postępowania karnego.

Robert Marcinowicz

Blogger lotniczy, koordynator operacji lotniczych w Porcie Lotniczym Gdańsk, meteorolog z zamiłowania. Autor tekstów o tematyce meteorologicznej, astronomicznej, transportu kosmicznego, klimatologicznej, geologicznej i lotniczej. Synoptyk i nowcaster Sieci Obserwatorów Burz

© 2021 INCUS Group