Dzień Bez Samochodu

To właśnie dziś, 22. września, czyli w ostatni dzień kalendarzowego lata, obchodzimy Dzień Bez Samochodu. Wbrew pozorom nie jest to dzień, w którym porzucamy tylko spalinowe pojazdy i przesiadamy się na elektryki. Każdy pojazd klasyfikowany jako samochód, zostaje dziś w garażu. Na jeden dzień królują komunikacja zbiorowa i rowery, czy hulajnogi!

Początkowo postęp, symbol wolności, pojazd, który łatwo, szybko i tanio zabierze nas gdzie tylko chcemy. Taki był samochód, który początkowo w USA, a później na całym świecie stał się najpopularniejszym środkiem transportu. Szybko jednak okazał się puszką Pandory. Ucieczka od zadymionych przemysłem centrów miast na przedmieścia początkowo wiązała się z sielanką, czystym powietrzem, piętrowym domem i ogrodem. Szybko jednak pojawiły się korki, betonizacja centrów miast i zmiana rodzaju zanieczyszczenia powietrza. Przemysł wyniósł się z centrów miast, a miejsce wysokiej emisji zastąpiła niska – związana z samochodami.

Po co nam Dzień Bez Samochodu?

Lata ’50 i ’60 to powolna likwidacja komunikacji miejskiej, głównie tramwajów i pociągów. Pozostają autobusy i kluczowe linie kolejowe i tramwajowe. Wszak nie każdego pracującego stać na samochód i musi być jakaś alternatywa dla “biedoty”. Przynajmniej taką wówczas przyjmowano narrację. Choć pojawiały się pierwsze przesłanki ku redukcji ilości samochodów w miastach, to praktycznie do początku lat ’70 XX wieku były one ignorowane. Istotę problemu zauważono na masową skalę dopiero podczas kryzysu paliwowego w latach ’70 ub. wieku. Ceny paliwa rosły, było go mało. Choć dużo mówi się o wpływie tego kryzysu na lotnictwo, to właśnie branża samochodowa najbardziej go odczuła. Podobnie jak konsumenci. Do całości dołączyły umacniające się w USA, Kanadzie i Europie Zachodniej ruchy ekologiczne, często siłą walczące z samochodami.

Europa Zachodnia w latach 80′ zauważyła ratunek dla miast. Była nim komunikacja zbiorowa, na którą zaczęto przeznaczać znaczne środki. Powstała masa nowoczesnych rozwiązań, w tym integracja tramwajów z istniejącymi ulicami, czy rozbudowa sieci dróg rowerowych. Dekadę później zaczęły się starania o faktyczne ograniczenie ruchu samochodowego w centrach miast. W 1998 roku Francuzi ogłosili Dzień Bez Samochodu. Początkowo miał na celu ograniczenie zanieczyszczeń w miastach i ich odkorkowanie. Jednak w dobie aut elektrycznych i hybrydowych wzrosło znaczenie promocji komunikacji zbiorowej, czy indywidualnych środków transportu, takich jak rowery, hulajnogi czy skutery elektryczne.

Obecnie Dzień Bez Samochodu jest oficjalnie uznany kampanią Komisji Europejskiej. Obecnie jest także częścią Tygodnia Elektromobilności. W Polsce dzień ten wchodzi w skład Tygodnia Zrównoważonego Transportu. Przy tej okazji powinniśmy pamiętać, że w Polsce i na Litwie mamy najwięcej samochodów w przeliczeniu na liczbę obywateli. Miasta uginają się pod ich naporem, a smog to także spaliny samochodowe, opary oleju, czy pył ze zużywających się opon i hamulców. To także większe ryzyko powodzi miejskich, brak zieleni, zajmowanej przez ulice i parkingi, czy właśnie korki. Jeżeli mamy taką możliwość, przesiądźmy się do komunikacji zbiorowej nie tylko dziś. I nie traktujmy jej jako tzw. biedabusów.

Treści zawarte na stronie podlegają prawu autorskiemu. Ponowne wykorzystanie tekstów, grafik, filmów, czy pozostałych komponentów strony w całości, bądź we fragmentach bez podania źródła, lub pisemnej zgody redakcji jest kradzieżą i będzie podstawą do wszczęcia postępowania karnego.

Robert Marcinowicz

Blogger lotniczy, koordynator operacji lotniczych w Porcie Lotniczym Gdańsk, meteorolog z zamiłowania. Autor tekstów o tematyce meteorologicznej, astronomicznej, transportu kosmicznego, klimatologicznej, geologicznej i lotniczej. Synoptyk i nowcaster Sieci Obserwatorów Burz

Dodaj komentarz

© 2021 INCUS Group